8 miesięcy oszczędzania na zakupach domowych

8 miesiąc oszczędzania na zakupach domowych

Ogromne zmiany przeszedł ten projekt. Marzec jeszcze nie wyszedł rewelacyjnie, ale kwiecień zapowiada się zajebiście pod każdym możliwym względem. Sporo zmian przeszedł ten projekt i choć coraz bliżej mu do doskonałości, to cały czas dostrzegam kolejne rzeczy do poprawek.

Oszczędzanie na zakupach domowych trwa już 8 miesięcy.  Wiele zmian w tym czasie przechodził ten projekt i jeszcze wiele zmian przejdzie, bo ciągle jest coś do poprawy. Jedną z największych zmian o której jeszcze nie pisałem jest…

Wyżywienie indywidualne zamiast wspólnego

wyżywienie indywidualne a grupowe

Cytując mamę „Gdzie naje się dwoje, tam naje się troje” sugeruje, że wyżywienie grupowe powinno wychodzić taniej niż w pojedynkę. Możliwe że tak by było, gdybym nie wprowadził regularnych, małych posiłków w ciągu dnia. Gotuję od razu tak, żeby obiady były do przodu na 2-3 dni, a jak wychodzi więcej porcji to je mrożę.

W garach siedzę dłużej dwa razy w tygodniu, a tak to odgrzewam wcześniej przygotowane porcje. Dużym plusem jest tutaj nieobżeranie się do granic niemożliwości z czym miałem i jeszcze mam problem. Po obiedzie nie chcę chodzić na drzemkę (chyba że to weekend), a jak zjem za dużo to przeważnie tak się to kończy.

Jedzenie posiłków w regularnych godzinach i gotowanie obiadów na 2-3 dni do przodu spowodowały, że nie zauważyłem na razie wzrostu kosztów żywienia. Minusem jest natomiast żarcie kilka dni ciągle tego samego, bo zdarzył się taki „tydzień spaghetti” po którym jeszcze się nie otrząsnąłem 🙂

Budżety wynosi tyle co wcześniej, czyli 1000 zł msc.

Pozostawiam taką samą kwotę co wcześniej, żeby mieć punkt odniesienia do tego ile udaje mi się zaoszczędzić. Jest to znacznie więcej niż potrzebuję, ale jak trafiam na dobrą cenę produktów z długą datą ważności, to już robię od razu solidny zapas, np.: chrupków dla kotów, żwirku czy wszelkich środków chemicznych.

Z wyżywieniem niestety nie daję rady robić tak dużych zapasów. Zamrażarka jest po prostu mała i mrożę tyle co mogę. Udało mi się skumulować sporo żarcia w marcu i muszę wyzerować lodówkę przed większymi zakupami. Za kwiecień 5 stówek powinno trafić do mojego skarbca z oszczędzania na zakupach domowych.

1000 zł miesięcznie, czyli ok 33 złotych dziennie. To duży budżet domowy biorąc pod uwagę jednego człowieka i dwa koty. Nie wpieprzam kawioru w sosie szmaragdowym. Zadowalają mnie w pełni kopytka, pierogi z mięsem, rosół, pomidorowa czy kotlety z piersi kurczka. Jem tak naprawdę wszystko i – jak do tej pory – wszystko poza owocami morza mi smakowało.

A co robię jak w danym miesiącu wszystkiego nie wydam?

zainwestowanie nadwyżki środków z oszczędzania na zakupach domowych

Wcześniej pieniądze które udało się zaoszczędzić, po prostu zostawały i były na tzw. czarną godzinę. Teraz kasa trafia bezpośrednio do skarbca, a stamtąd mogę ją zainwestować w wybrany projekt. Nie oczekuję dużego zwrotu z inwestycji, ale w mojej sytuacji każda złotówka ma znaczenie.

Analizując dane z marca, mogę spokojnie stwierdzić że miesięcznie (w skali roku) zamknę budżet na zakupy domowe w kwocie ok. 750-800 zł miesięcznie. Wymaga to rygorystycznego trzymania się listy zakupów i niemarnowania zakupionych produktów. Tym sposobem 200-250 zł miesięcznie zawędruje do skarbca jeśli się nie mylę.

Co robię, żeby mieścić się w ustalonym budżecie:

  • Raz w tygodniu sprawdzam czego potrzebuję w domu, robię listę produktów i ruszam do galerii handlowej na zakupy. W przypadku bardzo atrakcyjnej ceny produktu regularnie stosowania (np.: żwirek dla kotów), robię zapas tego produktu na 1-3 miesiące do przodu.
  • Kupuję produkty według listy. Jakikolwiek zakup spoza listy jest zajebiście przeze mnie analizowany na wielu płaszczyznach.
  • Staram się jeść w miarę regularnych odstępach czasu. Dwa większe posiłki (śniadanie, obiad) i trzy mniejsze (drugie śniadanie, podwieczorek, kolacja). Najtrudniej jest z kolacją, bo zasypianie z niepełnym brzuszkiem jest dla mnie wyzwaniem 🙁
  • Produkty z krótkim terminem ważności (wędliny, sery) kupuję w pobliskim sklepie. W ten sposób prawie do zera spadło wyrzucanie jedzenia do śmietnika.

Nie zawsze jem to na co mam ochotę, ale kto z nas zawsze robi to co chce? Grunt, że budżet się spina i są środki na dalsze inwestycje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *