Nienawidzę blogowej sztuczności

Michael OneDollar - kiepska jakość

Wiem jakie są realia. Wiem, że to co pięknie prezentuje się na zdjęciach czy filmach bardziej trafia do odbiorcy. Oki. Ja to wszystko rozumiem. Tylko nie mogę ścierpieć tych pozowanych i ociekających doskonałością zdjęć i filmów, z których wylewają się hektolitry sztuczności.

Możliwe że przez to zostanę zmieszany z błotem przez blogerki/youtuberki modowe, lifestylowe czy inne, które widzą większy sens w traceniu czasu na wybranie jeden zajebistej fotki spośród kilkuset. Filmik z 2 minutową wypowiedzią tworzą 3 dni, bo akurat z tego konta podbródek prezentuje się gorzej.

Wiadomo, że jeśli już zgłasza się reklamodawca, to nie wstawi się brzydkich zdjęć produktów czy kiepskiego filmiku. W końcu za to zapłacił więc musi być wilk syty i owca cała. Tylko kto normalnie w domu robiąc omleta, kotlet z piersi czy sałatkę, układa składniki z chirurgiczną precyzją? Kto wyciera chusteczką tłuszcz, bo kilka kropli spadło na krawędź talerza? Czy wybiera z 5kg ziemniaków 4 ładne sztuki, bo wyjdzie to lepiej na zdjęciu?

Patrząc na tak sztuczne zdjęcia i filmy, od razu przychodzi mi do głowy jedno, uwielbiane przez większość słowo. REKLAMA. Przyznaję bez bicia, że patrząc na świetnie wyglądające na talerzu potrawy cieknie mi ślinka. Przyznaję, że widząc zdjęcie zajebiście ubranego typa, też bym chciał tak się prezentować. Tylko dla mnie jest bardzo cienka linia pomiędzy starannością którą doceniam, a przesadą której nie cierpię.

Do stworzenia tego postu zainspirowało mnie wczorajsze gotowanie. Tak wyglądało smażenie kotletów by Michael OneDollar:

smażenie kotletów

Tłuszcz strzela z patelni. W tle kawałek garnka w którym robiły się ziemniaki. U mnie kuchnia to pole bitewne. Czy naprawdę ważny jest idealny kształt kotleta i lśniący blat w trakcie gotowania? Być może jestem inny i mam to w dupie. Takim nokautującym ciosem byłoby finalne zdjęcie potrawy (ziemniaczki, kotlety i buraczki zasmażane). Byłem tak głodny, że nawet przez sekundę nie pomyślałem o zrobieniu zdjęcia.

Zdarza się, że strzeli się 2-3 zdjęcia i wychodzi genialnie. Szybko się ogarnie materiał video i jest pełna profeska. Tutaj mój szacunek, bo trzeba mieć talent żeby tak ogarniać. Tylko robienie kilometra w tą i z powrotem, na 50 metrowym odcinku w celu zrobienia super zdjęcia na bloga – idiotyzm. Jedzenie zimnego posiłku, bo przez godzinę ustawiało się idealną kompozycję ziemniaków względem mięsa – Idiotyzm. 2 godziny spędzone w szafie, żeby dobrać kolorystycznie rękawiczki do czapki i szalika – idiotyzm. Blog/Kanał osobisty na YouTube to nie kolorowe czasopismo czy reklama w TV.

Czy naturalność blogów wymarła?

Szukam odpowiedzi na to pytanie i nie mogę znaleźć. Wielu blogerów potrafi zamieszczać profesjonalne, ale naturalne zdjęcia. Tutaj moim faworytem jest https://jakoszczedzacpieniadze.pl gdzie ze zdjęć bije naturalność przez co mi się podobają. Polecałem tego bloga już wcześniej ze względu na świetne materiały i jeszcze nie raz polecę, bo w kwestiach oszczędzania jest bezkonkurencyjny. Zapomnijmy jednak o wartości merytorycznej i patrzmy tylko na zdjęcia. Porównajcie sobie tego bloga z http://www.ladyofthehouse.pl.

Rozwaliły mnie zdjęcia w poście http://www.ladyofthehouse.pl/jesien-w-moim-domu/ (tak bardzo, że daję link nofollow). Czy przed tym jak weźmiecie książkę malujecie się, dopasowujecie kolorystycznie ubrania i ogarniacie fryzurę? Chyba że tak się robi akurat jesienią? Sama treść i przepisy są spoko i co jakiś czas zaglądam na tego bloga, ale same materiały wizualne do mnie nie przemawiają, bo są zbyt idealne.

Może to dlatego że jestem facetem? Może kobiety inaczej do tego podchodzą i zakładam, że to one stanowią głównych odbiorców akurat tego bloga? Ja wolę mniej doskonałą naturalność, niż sztuczny ideał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *