Unikam kosztownej spontaniczności i czasochłonnych niespodzianek

unikam kosztownej spontaniczności i czasochłonnych niespodzianek

„Ja nie skoczę!? Ja nie skoczę!? Potrzymaj mi piwo!” – Ile to zajebistych przygód zaczynało się od „Ja nie dam rady?”. Wszystko oczywiście po odpowiedniej dawce alkoholu 😉 Patrząc na siebie obiektywnie, stwierdzam że wiele osób może powiedzieć, że jestem nudny. Ciężko się z nimi nie zgodzić. Nigdy nie byłem wybitnie spontaniczny czy towarzyski. Od kiedy wprowadziłem zarządzanie czasem, moja spontaniczność jest bliska zeru.

Na pierwszym miejscu jest kalendarz

Każdy dzień zaczynam od sprawdzenia kalendarza. Można powiedzieć, że stałem się jego niewolnikiem, ale „to więzienie” pozwala mi znaleźć czas na przyjemnościami i efektywnie pracować. Punkt po punkcie odhaczam wszystko co mam do zrobienia, a jeżeli z czymś się nie wyrobię – niestety się to zdarza – to przekładam to na inny, najbliższy wolny termin.

Ogarnianie kalendarza pozwoliło mi znaleźć jak na razie czas na basen, piłkę halową i taniec (Ki Zumba). Ponieważ piłki halowa niedługo się kończy, to bardzo możliwe że na jej miejsce wskoczy boks. W ten sposób od poniedziałku do piątku nie marnuję za dużo czasu, tylko spędzam go aktywnie, a to wpływa na moje samopoczucie i energię do pracy.

Zatrzymaj się na chwilę. Sięgnij pamięcią kilka dni czy tygodni wstecz i odpowiedz szczerze. Coś wyleciało Ci z głowy? U mnie się to wcześniej zdarzało. W niektórych sytuacjach było mi z tego powodu bardzo głupio. Teraz nie muszę pamiętać, bo pamięta za mnie kalendarz. Narzekam ciągle, że nie mam czasu, ale prawda jest taka że sam tak rozplanowuję czas, żeby go nie mieć wolnego.

A gdzie spontaniczność? Gdzie niespodzianki?

Nudne życie bez spontanu

Chyba jestem już za stary na spontaniczność. Mam w swoim kalendarzu przedziały czasowe w których mogę robić co tylko chcę: pójść do kina, na spacer, trolować przed telewizorem, poczytać książkę, podłubać w nosie itd. itp. Tylko skoro mam zaplanowany czas na spontaniczne działanie to czy jest to spontaniczność?

Taką 100% spontaniczność mam w dupie. Podejmowanie szybko decyzji na podstawie zachcianek czy presji otoczenia, kończy się – nie zawsze, ale przeważnie – w końcowym rozrachunku słabo. Spontaniczność ma to do siebie, że ciężko przewidzieć efekty w perspektywie średnio, a co dopiero długoterminowej.

Nie stać mnie na spontaniczność. Nie mam czasu na niespodzianki

Spontaniczność jest dla mnie za droga

Nie po to ogarniam harmonogram dnia, aby mieć go później w dupie. Od poniedziałku do piątku mam wszystko elegancko rozpisane. Uwielbiam wiedzieć co, z kim, gdzie i kiedy. Niespodzianki są zajebiste, ale nie mogą wpływać na moje zobowiązania biznesowe czy prywatne. Po prostu nie stać mnie na spontaniczność i nie mam czasu na niespodzianki.

Kiedy mogę sobie pozwolić na spontaniczność, to sobie pozwalam. Wszystko z rozsądkiem i uwzględnieniem budżetu. Niespodzianki też lubię, ale nie przerwę ważnej roboty dlatego, bo ktoś z rodziny akurat był w Warszawie i sobie o mnie przypomniał i mam wszystko rzucić na X godzin, bo nie wie co ze sobą zrobić.

U mnie spontaniczność jest kontrolowana

kontrolowana spontaniczność w podróży

W tym roku niestety nie mam przewidzianego budżetu na dłuższe wakacje za granicą. Natomiast dwu-trzy dniowe wypady w Polskę/Europę są w moim zasięgu. Każdą odwiedzaną miejscowość ocenię pod kątem biznesowym i turystycznym. Zmiana otoczenia ma zajebisty wpływ na jakość pracy, dlatego te kilka godzin w nowym miejscu sobie każdego dnia popracuję.

Kraków? Wrocław? Poznań? Sopot? Lublin? Szczecin? Zakopane? Tutaj właśnie pojawia się kontrolowana spontaniczność:

  1. Miejscowość wybieram totalnie losowo.
  2. Sprawdzam jakie są lokalne atrakcje turystyczne i w jakiej cenie.
  3. Jeśli stać mnie na zobaczenie atrakcji turystycznych, sprawdzam ile orientacyjnie wyniesie mnie nocleg i wyżywienie.
  4. Jeśli stać mnie na nocowanie i żarcie, dokładnie rozplanowuję harmonogram podróży, żeby mieć czas spokojnie popracować i zobaczyć jak najwięcej atrakcji turystycznych.
  5. Po powrocie z podróży podzielę się z Tobą wrażeniami od strony biznesowej i turystycznej.

Cały proces takiej analizy trwa bardzo szybko. Maksymalnie w 25 minut jestem w stanie zweryfikować wszystkie te punkty na tyle, żeby podjąć decyzję o podróży. Im dłuższa podróż i dalsza (zagraniczna) lokalizacja, tym drastycznie wzrasta czas jaki muszę poświęcić na zweryfikowanie punktów.

Na tym przykładzie pokazałem Ci, że u mnie już taka czysta spontaniczność nie istnieje. 90% decyzji jakie podejmuję jest w oparciu o kalendarz i finanse. Dzięki temu mam czas na pracę, 2-3 razy w tygodniu lunch ze znajomymi, sport, tańce, kino, teatr czy kawkę na mieście w pobliskiej galerii. Na wszystko mam czas i mogę znaleźć czas z odpowiednim wyprzedzeniem.

Ja wybieram unikanie kosztownych spontanicznych decyzji i podziękuję za rozpieprzające mój harmonogram dnia niespodzianki, a Ty? Co wybierasz?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *